Materiały związane ze zniesieniem pańszczyzny w Galicji

W tej kategorii znajdują się wszystkie rozpoznane do tej pory kamienne krzyże bruśnieńskie postawione na pamiątkę zniesienia pańszczyzny:

http://kamiennekrzyze.pl/category/pamiatka-zniesienia-panszczyzny/

Poniżej zbiór informacji związanych z pańszczyzną z regionu lubaczowskiego czy najbliższej okolicy, które udało się wynaleźć czy pozyskać w terenie:

Relacja z Radruża (ok. 2014 rok)

Według relacji mieszkanki Radruża, przy folwarku był pień. Do niego przywiązywani byli niepokorni chłopi i wymierzano im kary za nieposłuszeństwo, była to głównie chłosta. Gdy zniesiono pańszczyznę, na miejscu pnia postawiono kamienny krzyż, na pamiątkę zniesienia pańszczyzny. Niestety nie dotrwał do dzisiejszych czasów, podczas PRLu, gdy na terenie folwarku zrobiono PGR, krzyż usunięto. W Radrużu znajdziemy też kapliczkę, a raczej jej ruiny, miała powstać także na pamiątkę zniesienia pańszczyzny. TUTAJ można ją zobaczyć, dziś stoją już tylko gołe mury, kilkanaście lat temu można było ją odratować.

Relacja od Mieczysława Zaborniaka z Polanki Horynieckiej (ok. 2014 roku)

W rejonie Brusna zwoływanie chłopów na odrabianie pańszczyzny wyglądało w ten sposób, że szedł pracownik folwarku przez wieś i głośno bębnił. Chłopi mieli wtedy wyjść przed domy i zapoznać się z przydziałami pracy. Bębny były robione z psiej skóry. Dlatego też później po zniesieniu pańszczyzny funkcjonowało powiedzenie „jak nie będziesz mnie słuchał, to będziesz słuchał psiej skóry”. Nawiązywało to do kwestii darmowej roboty na czyjąś rzecz, albo pracy za półdarmo dla osoby, która nie chce się uczyć i nie słucha rodziców, którzy oczekują od dzieci nauki i sumiennej pracy na swoim.

Relacja od Michała Rożko z Horyńca-Zdroju (ok. 2015 rok)

Krzyż pańszczyźniany miał się znajdywać w Horyńcu na ulicy Zdrojowej, na zakręcie naprzeciw wylotu z tunelu. Niestety nie dotrwał do dzisiejszych czasów. Jak była rocznica zniesienia pańszczyzny, to w Horyńcu była jedna baba, która była prowodyrem,  zbierała tłum, by udać się z narzędziami, takimi jak widły, kosy, siekiery. Gdy dotarli przed pałac, to wołali do księcia, że pańszczyzny już niema i niech tylko spróbuje ją przywrócić, to go tymi narzędziami rozniosą. Przy tym niesamowicie przeklinali i zwyzywali księcia. Po wszystkim szli pod krzyż pańszczyźniany.

Książka „Inwentarze i rozliczenia folwarczne wsi Kobylnicy Ruskiej i Kobylnicy Wołoskiej z lat 1711-1723”, strona 55.

Znajdziemy tam opis budynków i sprzętów, jakie znajdywały się w folwarku. Był tam między innymi gąsior, czyli urządzenie do karania krnąbrnych chłopów w dobrach szlacheckich. Najczęściej były to dwie grube deski lub kłody z wyciętymi na ręce i głowę otworami. Takie urządzenia miały być w każdym dworze w tym regionie:

Gąsior na chłopów ze dwóch tarcic zbudowany. Wrota z podwórza ku sadzawce stoczyste z tarcic sosnowych na drewnianym biegunie nowe. Ten budynek tynem* obwiedziony, tylko kawałka nie dostaje od gąsiora do furtki.

*tyn – ogrodzenie z gałęzi wokół domu

Krzyż Pańszczyźniany w Kobylnicy Ruskiej

Kliknij na poniższy obrazek na Google Maps, by przejść do miejsca, gdzie znajduje się krzyż:

Krzyż znajduje się na pagórku, wygląda na to, że został tutaj specjalnie usypany kopiec. Podstawa zapewne jest murowana, trudno określić budulec, bowiem jest otynkowana, z metalową opaską, na pewno nie jest to rzeźbiony obiekt. Wetknięty jest w niego żeliwny odlew krzyża, jest tam też tabliczka z napisem: „Pamiątka Zniesienia Pańszczyzny 1848”. Możliwe, że był szablon do odlewu, być może w jednej z odlewni we Lwowie i produkowano tego typu tabliczki na krzyże, które kupowały wiejskie gromady.

TUTAJ w „Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, Tom V” znajdziemy ciekawy zapis na temat pańszczyzny w Lublińcu koło Cieszanowa.

Fotografie z 1939 roku z pochodem majowym w Lublińcu (Starym lub Nowym) koło Cieszanowa z okazji zniesienia pańszczyzny (z książki „Lubliniec Nowy i Stary historia”, Dmytro Kuszczak, 2010 rok). Mieszkańcy szli pod krzyż, który postawiony został na pamiątkę zniesienia pańszczyzny, tam odbywała się uroczystość. Lubliniec Nowy i Stary był królewszczyzną i był dzierżawiony. Dzierżawcy dopuszczali się wielu skandalicznych rzeczy względem chłopów, od pobić po mordy. Dlatego mieszkańcy często podawali do sądu swoich oprawców z folwarku, dlatego też w archiwach znaleźć można dokładne opisy tych procederów. Nie ma się co dziwić, że gdy pańszczyznę zniesiono, nawet jeszcze w 1939 roku robiono pochody do kamiennych krzyży, by zamanifestować między innymi swoją wolność.

W Bruśnie mieszkańcy sobie opowiadają taką historyjkę, że jak były czasy pańszczyzny, to w okolicy był taki pan, co nakazał chłopu wejść na drzewo i kazał udawać ptaszka. Przymierzył z broni i zastrzelił go, mówiąc: upolowałem ptaszka. Ponieważ syn chłopa był w wojsku austriackim, gdy dowiedział się o procederze, zaskarżył szlachcica i była rozprawa w sądzie. Szlachcica skazali na jeden dzień wiezienia za zabójstwo. Zdenerwowany syn chłopa, wyjął pistolet i na miejscu zabił szlachcica mówiąc: skoro on dostał jeden dzień, to mnie już nie musicie sądzić i dobrowolnie pójdę siedzieć jeden dzień za zabójstwo człowieka.

Ciekawa relacja związana z Nowinami Horynieckimi, gdzie nie ma krzyża pańszczyźnianego: z biegiem czasu do wsi sprowadzani byli nowi mieszkańcy z innych okolic. Osadzani byli w różnych miejscach, tak by mieć bezpośredni dostęp do pól, gdzie odrabiali pańszczyznę. Pańskie pola były obrabiane przez tych chłopów i taką zabudowę utrzymywano aż do 1848 roku, kiedy to zniesiono pańszczyznę. Wtedy Pan z Horyńca ulokował wszystkich mieszkańców w jednym miejscu i wszyscy dostali drewno na wybudowanie sobie gospodarstw. Domy były budowane z drzewa bukowego, stodoły i stajnie były stawiane wszędzie na ten sam wzór (stodoła od pola, stajnia z boku i dom przy drodze. W rodzinie Macełków przechowywany był zbiorowy akt własności dla mieszkańców Nowin. Dokument przechowywany był w drewnianym etui podobnym do piórnika, okrągły, z jednej strony zatykany wieczkiem (podczas wojny zaginął). Po uwłaszczeniu chłopów, każdy dostawał tyle ziemi ile obrabiał za czasów pańszczyzny. Gospodarstwa miały różną wielkość, od pół do jednego łana, zależne było to od wysługi. Początkowo duże gospodarstwa po zniesieniu pańszczyzny mające około 16 hektarów, z biegiem czasu zaczęły być dzielone. Jeżeli rodzina była duża, to dzieci dostawały po równo ziemię. Przed pierwszą wojną gospodarze mieli po kilka hektarów a przed drugą wojną światową przeludniona wioska miała gospodarzy, którzy mieli nawet po pół hektara ziemi. Majątek dzielono na części, oddzielnie łąki, lasy i grunty orne.

W książce „Opowieści z jarosławskiego zasania” – w artykule „Mołodycz przed wiekami” znajdziemy rozbudowany opis okoliczności zniesienia pańszczyzny okiem ówczesnego chłopa.

Wkrótce kolejne informacje…