Grzegorz Ciećka, trzykrotny stypendysta Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, realizował dwa projekty dotyczące badań związanych z kamieniarką bruśnieńską (2016 i 2020 rok). Trzecie stypendium związane było z drzeworytem (2025 rok). To nie tylko badacz historii lokalnej, której jednym z głównych motywów jest kamieniarka bruśnieńska, ale także kamieniarz. Od początku swoich zainteresowań historią kamieniarki (pierwsze oficjalne opisy z 2013 roku powstawały na stronie kamienny.horyniec.info, która w 2016 roku została zastąpiona kamiennekrzyze.pl) postanowił zgłębić także aspekty rzemieślnicze, by móc lepiej rozumieć temat, który bada i opisuje. Skąd to zainteresowanie?

Grzegorz Ciećka, rocznik 1981, mieszkaniec Polanki Horynieckiej (kiedyś osady na terenie Brusna), w dzieciństwie, a później Horyńca-Zdroju (7 km od Brusna). Od dzieciństwa dużą ilość czasu spędzał w Polance Horynieckiej u dziadków i dzieła kamieniarzy bruśnieńskich były jego naturalnym otoczeniem, w którym się wychowywał. W szkole podstawowej za wychowawcę miał Janusza Burka, który prowadził pracownię plastyczno-techniczną. Był artystą malarzem i regionalistą, działaczem społecznym, który szczególną uwagę zwracał na lokalną historię i sztukę. Tworzył też w horynieckiej szkole zbiór lokalnych pamiątek historycznych, z czasem oddany do Muzeum Kresów w Lubaczowie. Janusz Burek kamieniarkę bruśnieńską uważał za fenomen, unikatowe dziedzictwo stworzone ze stykających się kultur wschodu i zachodu.
Ten materiał z TVP Rzeszów z okolic 2000 roku spowodował, że wielu zaczęło zwracać większą uwagę na kamieniarkę. Środowisko lokalnych aktywistów, do których należeli Janusz Burek (artysta), Janusz Mazur (historyk sztuki), Henryk Janczura (kamieniarz), Marek Wiśniewski, którego głównym motywem działań była turystyka, oraz Grzegorz Chmielowiec (historyk), rozpoczęło bardzo intensywne działania promujące kamieniarkę bruśnieńską oraz wtłaczanie w społeczeństwo wiedzy o jej wartości i unikatowości.

Zamiłowanie do historii także w szkole podstawowej zaszczepił Grzegorzowi historyk Marek Janczura, dla którego historia lokalna była kluczowa. Marek Janczura posiadał unikatową umiejętność transformowania suchych historycznych faktów w opowieść, która zostawiała ślady w terenie. Charakter regionalisty zaczął się kształtować dzięki publikacjom Franciszka Kotuli, który w unikatowy i szczegółowy sposób opisywał aspekty kultury niematerialnej Podkarpacia (warto tutaj też wymienić Stanisława Franciszka Gajerskiego, nazywanego nestorem lubaczowskich regionalistów, i Antoniego Stelmacha – ich materiały poświęcone kamieniarce bruśnieńskiej, garncarstwu, opisy zabytków związanych ze zniesieniem pańszczyzny i inne były fundamentem merytorycznym do dalszych działań). Wszyscy oni mieli jeden wspólny mianownik – posiadali ogromne kolekcje regionalne i potrafili snuć fascynujące opowieści na tematy, które pozornie wydawały się mało interesujące, oraz skierowali uwagę na to, co niematerialne, z materialnymi śladami (kamieniarka bruśnieńska, drzeworyt płazowski, garncarstwo z Dziewięcierza, szkła i kryształy ze Starej Huty i inne).
Tak ukształtowane zainteresowania powodowały, że zaczął szukać historii w terenie, w rozmowach z ludźmi. Jednym z jego szczególnie ważnych rozmówców był Mieczysław Zaborniak z Polanki Horynieckiej, nazywany „ostatnim kamieniarzem bruśnieńskim”.

Zmarł on w 2017 roku, ale wcześniej był odwiedzany przez wielu naukowców, redaktorów i pasjonatów historii lokalnej. Dzięki temu przekazał dużą ilość wiedzy z historii regionu, jak i swojej działalności kamieniarskiej, która jest opisana w publikacjach. Ponieważ Mieczysław Zaborniak był kuzynem dziadka od strony matki Grzegorza Ciećki, jego rozmowy miały bardziej otwarty charakter niż z obcymi odwiedzającymi go. Kamieniarka była jednym ze szczególnych tematów, jakie podejmowali w rozmowach, co pozwoliło na lepsze zrozumienie tego rzemiosła, szczególnie jego unikatowego, lokalnego charakteru.

Mieczysław Zaborniak ożenił się ze Stanisławą Puzio, której matka pochodziła z rodziny Lubyckich (siostra Grzegorza Kuźniewicza wżeniła się w tę gałąź rodziny Lubyckich), jednej z głównych rodzin kamieniarskich ze Starego Brusna. Ponieważ od 1947 roku, po akcji „Wisła”, kiedy to większość kamieniarzy, którzy byli pochodzenia ukraińskiego, została wywieziona ze Starego Brusna, istniał rynek na wyroby kamieniarskie, a nie było dużej liczby twórców kamiennych krzyży, Zaborniak postanowił zająć się wtedy kamieniarką.
Po wojnie kamieniarką zajmował się także Adam Birnbach (rodzina od strony babki Grzegorza Ciećki z Polanki Horynieckiej). Birnbach uczył się kamieniarki od kamieniarza bruśnieńskiego Dymitra Podgóreckiego, który zmarł w 1947 roku, i niedługo później ożenił się z jego żoną.
Potomkowie bruśnieńskich rodzin kamieniarskich do tej pory żyją w Polance Horynieckiej i Nowym Bruśnie, na przykład rodziny: Kosmynów, Podgóreckich, Grabowiczów i wielu innych, których nazwiska po linii kobiecej zanikły. Część z nich jeszcze pamięta czasy pracy górniczej w kamieniołomie bruśnieńskim i posiada umiejętności pracy z kamieniem.


Poznanie dogłębne rodzinnej historii i kamieniarki bruśnieńskiej zaowocowało chęcią zachowania cienkiej nici bezpośredniej tradycji sztuki ludowej kamieniarki bruśnieńskiej. Stąd też dogłębne badania musiały przerodzić się w próby obróbki kamienia tradycyjnymi metodami. Po konsultacjach i wskazówkach, tak jak zaczynał Mieczysław Zaborniak, Grzegorz Ciećka w 2014 roku udał się do lokalnego kowala (Kazimierza Pruchnickiego w Horyńcu-Zdroju), który wykonał mu zestaw narzędzi kamieniarskich.

Ponieważ motywem głównych działań Grzegorza Ciećki były działania związane z naprawą istniejących krzyży, brakujące elementy dorabiał ręcznie, przy okazji poznając tajniki pracy z kamieniem. Praca z dużą ilością figur pozwoliła na szczegółowe poznanie tajników różnych kamieniarzy, którzy zostawili na swoich dziełach ślady, które potrafi odczytać osoba pracująca z kamieniem tradycyjnymi narzędziami. Nauki Mieczysława Zaborniaka i czytanie śladów zdradzających aspekty techniczne i metodyczne z dzieł kamieniarzy bruśnieńskich, porównanie tego z tym, jak pracują współcześni amatorzy rzeźby kamiennej, pozwoliły z czasem na zrozumienie tego, czym jest owa „bruśnieńskość” kamieniarki.
Nie byłoby to możliwe, gdyby nie działalność Henryka Janczury (1948–2005), rzeźbiarza z Lubaczowa, którego można uznać za osobę, która ponownie, na swoich zasadach, spopularyzowała temat kamieniarki bruśnieńskiej i wniosła w przestrzeń nowe rzeźby.
Henryk Janczura w swoim warsztacie kamieniarskim
Janczura zajął się rzeźbą w latach 70. XX wieku dzięki teściowi (Dubanikowi), rzeźbiarzowi związanemu z ziemią jarosławską. Na początku pracował w drewnie, ale później zafascynował się kamieniem. Jego syn, Jan, także zajął się rzeźbą w kamieniu.

Dzięki jego współpracy z Grzegorzem Ciećką przy akcji ratowania kamieniarki bruśnieńskiej od 2016 roku udało się pozyskać dużo materiałów historycznych związanych z Henrykiem Janczurą i jego działaniami z kamieniarką bruśnieńską. Na zdjęciach działania związane z wykonaniem brakującej głowy do figury w Hucie-Złomy.

Henryk Janczura zaczął zabiegać o to, by powstała szkoła kamieniarska na ziemi lubaczowskiej. Marzył, by była usytuowana na górze Brusno, gdzie były wtedy jeszcze budynki po firmie górniczej z czasów PRL-u, by w Bruśnie znów było słychać dźwięki kamieniarzy pracujących w kamieniu. Niestety śmierć w 2005 roku przerwała te działania, kilka lat po nim także Janusz Burek umiera i kamieniarka traci swoich największych promotorów.
Henryk Janczura nazywał siebie „epigonem bruśnieńskiej szkoły kamieniarskiej”. Epigonizm, czyli nietwórcze, bierne naśladowanie dawniejszych wzorców artystycznych, to surowa samoocena, ale uzasadniona. Henryk Janczura miał świadomość, że próbuje naśladować to, co widzi (nie próbował robić kopii), używając swojego talentu manualnego. Brakowało mu dwóch czynników, które zmieniłyby charakter jego prac. Pierwszy to poznanie tradycyjnego warsztatu u źródła i zrozumienie symetrii charakteryzującej figury bruśnieńskie (związanej z tradycyjnymi narzędziami miary), tworzącej coś w rodzaju wzoru bruśnieńskiego. Ten wzór to też aspekt stylu, coś podświadomego, co ten styl kształtuje. Chcąc to nazwać i dać jakiś wzór czy też przepis, jak rodzi się podświadomie styl, można to dość prosto opisać: w sztuce ludowej przebywanie od dziecka wśród określonych wzorów uczy – człowiek podświadomie je koduje i potem, tworząc coś własnego, nasycony od dziecka automatycznie w tym stylu tworzy i jego dzieła są spójne z tym dziedzictwem lokalnej kultury. Dlatego właśnie wielu PRL-owskich twórców, nasyconych wzorami z „cepelii”, mediów i potem Internetu, tworzy bezstylowo i jest oderwanych od lokalnej tradycji.
Do tego dochodzi czynnik związany z wyborem kamienia, który był selekcjonowany w ściśle określony sposób. Tutaj warto zaznaczyć też ważną rzecz. Henryk Janczura miał styczność z kamieniarzami pracującymi w kamieniołomie bruśnieńskim i od nich mógł uczyć się elementów sztuki górniczej związanej z łamaniem kamienia. Na zdjęciach poniżej kamieniarz z Polanki Horynieckiej, Zenon Paluszek, sąsiad Mieczysława Zaborniaka (fotografia zrobiona przez Henryka Janczurę). Prezentuje on, jak wyglądała tradycyjna praca z kamieniem. W okresie PRL, gdy kamieniołom w Bruśnie funkcjonował, duża liczba mieszkańców Polanki i Brusna pracowała tam. Łamali kamień i obrabiali go jak dawni bruśnieńscy górnicy do celów budowlanych. Trzeba tutaj bardzo jasno zaznaczyć, że przed II wojną duża liczba mieszkańców Brusna pracowała w kamieniołomie jako górnicy. Z pracy górniczej wynikały działania artystyczne. Bez podstawowej umiejętności obróbki kamienia, jaką mieli górnicy, przygotowując kamień do celów budowlanych czy konstrukcyjnych, niemożliwe było wykonanie rzeźb.
Prace współczesnych amatorów rzeźby w kamieniu bruśnieńskim dają się bardzo łatwo i szybko rozpoznać nawet po tym jednym czynniku: nieumiejętności wyboru kamienia i męczeniu się ze złym materiałem, przy pomocy nieodpowiednich narzędzi kamieniarskich i nieodpowiednich narzędzi miary. Sedno sprawy z kontynuacją kamieniarki bruśnieńskiej nie jest związane z bezwiednymi próbami kopiowania, mając za sobą obcy warsztat, ani z wejściem „obcego” do Brusna i udawaniem, że użycie kamienia z Brusna oznacza kontynuację kamieniarki bruśnieńskiej. Musimy najpierw zrozumieć istotę bruśnieńskości.

Grzegorz Ciećka, szczególnie związany z kamieniarką bruśnieńską, niedługo po śmierci Janusza Burka w 2009 roku zaczyna temat zgłębiać. Robi to jednak pod innymi względami niż poprzednicy. Skupia się na niematerialnym dziedzictwie kultury, na „bruśnieńskości”. Dlatego też podejmuje ogromny trud wykonania działań inwentaryzacyjnych, zbierając maksymalną ilość materiałów i przede wszystkim działając w terenie. Niestety w 2022 roku te działania zostały przerwane. To właśnie wtedy, na wiosnę, miał się rozpocząć proces badań na terenie Ukrainy – tam znajdują się brakujące elementy układanki związanej z kamieniarką bruśnieńską. Niestety wybuchła wojna i działania terenowe stały się niemożliwe, bowiem musiałyby być prowadzone przy granicy.
Wtedy też rozpoczęte zostały badania innych tropów związanych z kamieniarką bruśnieńską. Razem z Patrycją Maczyńską Grzegorz Ciećka jeździ do Nałęczowa i przeprowadza serię rozmów z Marianem Pudełko, synem Michała Pudełki. Wtedy też rozpoczyna się okres szukania historii i dzieł w terenie związanych z rodziną Pudełków, którzy pochodzą z Chlewisk pod Narolem. Michał Pudełko współpracował z kamieniarzami ze Starego Brusna. Można śmiało przyjąć, że tak jak Grzegorz Kuźniewicz wpływał na ludowych twórców, przemycając do kamieniarki bruśnieńskiej elementy secesji, tak Pudełko zaczął wtłaczać w przestrzeń rzeźby w stylu art déco.
Praca nad szczegółowym opisem warsztatu i owej bruśnieńskości trwa… Na terenie Ukrainy nadal żyją potomkowie kamieniarzy bruśnieńskich i wciąż można od nich zdobyć ogrom cennych informacji. Stowarzyszenie Magurycz, które wykonało fantastyczną pracę, publikując książkę „Brusno (nie)istnienie w kamieniu” oraz wykonując serię wywiadów z potomkami kamieniarzy bruśnieńskich na terenie Ukrainy, stworzyło grunt do dalszych działań. Tylko dalszy ciąg szczegółowej inwentaryzacji zamknie temat i da nam pełny obraz kamieniarki bruśnieńskiej.










